sobota, 6 marca 2010

Carmen

Któż nie zna Carmen. Nawet w dobie dziadzienia wszystkiego,  hasło Carmen coś tam komuś mówi. Myślę że zapytawszy pierwszego z brzegu dresiarza pewnie dałby rade wydukać że Carmen to jakaś muzyka. No właśnie dla jednych jakaś muzyka dla innych, arcydzieło muzyczne. Nie jestem jakimś oszalałym fanem opery, ale przyznam że każda premiera w teatrze wzbudza we mnie zainteresowanie . A cóż dopiero premiera w Operze która jednak zdarza się dość rzadko. A w Operze właśnie premiera. W Operze Krakowskiej " Carmen " Bizeta w reżyserii Laco Adamika.
Szerokie plany, piękne stroje, wielkie dekoracje, sceny zbiorowe  czyli to co lubi obiektyw. No i muzyka. Partie Carmen na premierze miała śpiewać   Małgorzata Walewska. Nie mogła. Nie wiem czy dobrze się stało czy nie. Pewnie dla pani Moniki Lendzion solistki warszawskiej Opery Kameralnej dobrze bo zaśpiewała na premierze. I to jak zaśpiewała. Ludzie !!!  Kupujcie bilety i słuchacie,  słuchajcie  i oglądajcie. Bo jest co.

 

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

 

środa, 3 marca 2010

Wiosna ! Ach to ty !

Znowu zrobiło się cholernie zimno. Niby świeci słońce a jednak zimno. Chyba w ostatnich latach nie zdarzyło się aby Wiosna była tak długo wyczekiwana. Niestety zapowiada się zimno w marcu i jeszcze zimniej w kwietniu. Ale miejmy nadzieję że synoptycy tak jak telewizja K Ł A M I Ą .  Dlatego też postanowiłem puścić posta którego miałem już gotowego kilka dni temu ale myślałem że się ociepli.  Bo zawsze jak na Rynku u znajomej kwiaciarki pojawia się Kaśka,  to znak że już jest Wiosna.  Bo Kaśka to kotka.  I ona nigdy nie wychodzi jak nie wyczuje wiosny. Jak  świstak tak i ona wyłazi z kąta na wiosnę.  I właśnie kilka dni temu ją zobaczyłem . Zobaczyłem też  kwiaty wokół niej.  I to jakie kwiaty !. Słoneczniki  !!!.  To nic że z jakiejś cieplarni.  Ale jednak słoneczniki.  Zobaczyć słoneczniki na Rynku w lutym, to tak jakby wiosna przyszła.  I co ?  Dalej jej nie ma . Więc na przekór zdjęcia Kaski i słoneczników,  może to pomoże wiośnie. Choć nie mam wielkiej nadziei. 

 

  

  

  

  

  

...i  jeszcze słoneczniki na ogrzanie...


 

  

... a jakby ktoś jeszcze marzł to dodam pieścichłopy na dogrzanie...

 

  

...a na zakończenie jeszcze raz Kaśka.


wtorek, 2 marca 2010

Na Justysię

" Na Justysię czekałem przy studni
już myślałem że przeminą wieki
nagle krok Justysi już dudni
na mosteczku co wisiał w poprzek.... "

Tak śpiewałem i śpiewam nadal jak jestem na jakieś wyrypie  Ale nigdy bym się nie spodziewał ze rzeczywiście będę wystawał na jakimś  " mosteczku co wisiał w poprzek " a tak zdarzyło się wczorajszego popołudnia. Oczywiście oczekiwałem wraz z tłumem mieszkańców szacownej Kasiny Wielkiej na Królewnę nart Justysię Kowalczyk. Jako nieuleczalny kibic ( nie kibol ) sportu wszelakiego, od szachów po pływanie synchroniczne, jako krajan ( boć pochodzę z Beskidu Wyspowego a Lasyki byli tam w XVIII w zbójami w że ho ho ) nie mogłem sobie odmówić pobytu w Kasinie w trakcie największego tryumfu naszej Królewny. A wiec byłem w sobotę i przeżyłem ten szał Kasinian Wielkich w tutejszej Remizie Strażackiej. Co prawda na początku nie było jak ja to nazywam " mięsa fotograficznego " czyli emocji a wręcz podejrzewałem organizatorów o casting na uczestników tego spotkania , ale wraz z ubywaniem kilometrów Justynie, emocje się pojawiły i to jakie !!!  Łzy , płacz, radość były powszechne. Zresztą zobaczcie :

 

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  





 " .. Wreszcie jesteś Justysiu ty ma
   moja jedna jedyna kochana
   Popatrz księżyc na chmurę się pcha
  A ty pewnie byś chciała...itd "

 Ja,  Kasinianie Wielcy i cała armia moich kolegów po fachu doczekaliśmy sie Królewny wedle 17 oczywiscie " na mosteczku co wisiał w poprzek " . Justyna Królewna Nart nie była w stanie przebić się samochodem przez ów mosteczek bo Kasinianie pospołu z mediami skutecznie jej to wyperswadowali. Mosteczek pokonała na piechotę w towarzystwie Wszystkich obecnych co oczywiście powodowało duże perturbacje transportowe zarówno dla Księżniczki jak i dla reszty. Ale do domu dotarła cało, co prawda utonęła w kwiatach, ale dała rade jeszcze rozdać autografy.  Zdjęcia może nie najlepsze ale doceńcie bo to " zdjęcia walki " i to niezłej walki z kolegami i Kasinianami Wielkimi..

     
 
 

  

  

  

  

  

  

  

A tak wygląda sałatka pod tytułem " Na Złoto Justysi "