Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stary Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stary Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Zdjęcia

Ponad 130 tys. zdjęć opublikował na swoich specjalnej stronie  yadvashem.org. Zdjęcia z całego świata. Są i z Polski. I to ogromna ilość nigdzie nie publikowanych nigdy nie pokazywanych. Zdjęcia niezwykłe. Zdjęcia które oglądając je wzbudzały u mnie uśmiech jak i przerażenie. Jest mnóstwo zdjęć Krakowa, Płaszowa, mieszkańców Krakowa.
Oto niewielka ilość z nich

Kraków w Yad Vashem www.yadvashem.org  31.01.2011


Pierwsze co rzuciło mi się oglądając zdjęcia to ogromne ilości flag hitlerowskich. Wszędzie, na lampach w oknach gdzie tylko można


                                                          ... tu Pałac Sztuki na Pl. Szczepańskim



... a tutaj Matejko w objęciach swastyk...


...to też Plac Szczepański...




... Rynek Główny...





.. tu też Rynek. Parada Niemców. W głebi nieistniejacy juz budynek arsenału przy Ratuszu
... jest mnóstwo zdjęć Żydów Krakowskich. W tych plikach które przeglądałem były zdjęcia z przeniesienia Żydów do Getta w Podgórzu...



...Żydzi na Placu Nowym...


" Żydzi w kolejce do wody w gettcie "


                                                       ... to zdjęcie było zatytułowane ; Dziewczyny na ulicach Getta


" Starszy Żyd przy wejściu do domu w Gettcie "


" Przed pasmanterią żydowską w Gettcie "


Są również inne zdjęcia. jak np. z propagandowej wystawy objazdowej na Rynku Głównym " Plan czteroletni "



... i poszczególne stoiska na tej wystawie...


Sa równiez zdjęcia miasta...




Są też zdjęcia z usuwania Pomnika Mickiewicza...



W plikach znajduje się również dużo zdjęć Niemców. Tutaj " fotograf PK666 z kamery ARRIFLEX, na początku 1941 roku."  



To niezwykła podróż w czasie. Ja tylko zobaczyłem cząsteczkę tego co tam się znajduje. Niestety większość z tych materiałów fotograficznych budzą zgrozę i przerażenie. Ale trzeba to zobaczyć.

piątek, 10 grudnia 2010

Sentencja

" NIE  KOCHAJCIE  DOBR  DOCZESNYCH BO  GDYBY  BYŁY  GODNE PEWNIEBY JE KOCHAŁ CHRYSTUS   s Augustyn ''
Ta sentencje i wiele innych bogobojnych zobaczyłem dzisiaj z grupką dopuszczonych dziennikarzy do rozmównicy klauzulowego klasztoru ss. Bernardynek na ul. Poselskiej. Polichromie w postaci kartuszy ozdobione pięknymi kwiatami, palmami z sentencjami zaczerpniętymi z Biblii odkryto w tym roku w trakcie prowadzonych w budynkach klasztornych pracach konserwatorskich.  malowidła pochodzą z 1740 roku. Nie wiadomo kto ufundował polichromie ani kto je wykonał. Wiadomo że zespół klasztorny ss. Bernardynek ufundował biskup Jakub Zadzik. Ale były to budynki drewniane. W końcu XVII wieku powstał murowany kościół pod wezwaniem św. Józefa. W XVIII wieku budynki wraz z kościołem połączono w jeden zespół budynków. Siostry Klauzulowe nie pokazują się, można rozmawiać z Matką Ludwiką,  przełożoną sióstr Bernardynek, i to ona pogroziła mi palcem i powiedziała " Oj niegrzeczny, niegrzeczny Pan , nie nadawał by się do klasztoru " Robiłem zdjęcia. Ale Fakt. Do klasztoru jakiegokolwiek nie nadawał bym sie. Za mało u mnie cierpliwości.. Ale sentencje piękne. I bardzo mądre. Bo św. Augustyn żył w latach 354 - 430 a wiec powiedzmy sobie jakiś czas temu. Bardzo długi czas temu. A jego myśl którą spotkałem w klasztornej furcie jakby dzisiejsza. No i ten sam problem jak sprzed blisko 2 tys lat. Nic się nie zmienia. Tylko dobra inne.

maro

Ps. Jadę na forum blogerów do Gdańska. Czy dotrę i co tam zastanę nie wiem. Ale jak dożyje i nie dopadną mnie dobra doczesne zdam relację.

Barokowe polichromie u Bernardynek.  10.12 2010 r.
















   

piątek, 19 listopada 2010

Barcelona.

Jedno z kultowych miejsc w Krakowie znika na naszych oczach. Narożny budynek ul. Straszewskiego i Piłsudskiego ( dawniej Wolska ) zostaje właśnie w tych dniach rozbierany. Znika bez żalu za nim samym ale za wspomnieniami gołąbek i innych frykasów. W budynku tym znajdował się jeden z najbardziej znanych barów w mieście. Bar " Barcelona " opiewany w poezji Adama Ziemianina miejsce magiczne. Później bar zmienił się w " Uniwersytecki " a po paru latach znowu w " Barcelonę " W internecie wygrzebałem recenzje niejakiego Roberta Makłowicza z przed 15 laty zamieszczona w " Gazecie Wyborczej " Tak to leciało :

Gołąbki znam w Barcelonie
Barcelona
Artykuł ukazał się 28 lipca 1995

Mam naprawdę niezłą wiadomość: do takich miejsc, jak jadłodajnia pani Stasi czy ta z ul. Siennej - gdzie za niewielkie pieniądze zjeść można przyzwoity polski obiad - dołączył bar "Barcelona", usytuowany w narożnej kamienicy ulic Straszewskiego i Piłsudskiego.
Przez lata w tym miejscu mieścił się bar "Uniwersytecki", tłumnie odwiedzany przez brać studencką i emerytów. Jednak ostatnimi czasy miejsce to nabrało dość ruderalnego charakteru, że nawet wchodzić było hadko. Teraz, po remoncie, otwarto je znów.
Bar przeszedł w ręce prywatne (co nie tylko barom dobrze robi), powrócono też do jego pierwotnej nazwy "Barcelona" - bo jak twierdzą wiekowi i doświadczeni obywatele, taką właśnie - zanim stał się �Uniwersyteckim - nosił. Wnętrze, poza posadzką, odnowiono, jest tam czysto i nie śmierdzi tak jak dawniej, a w zasadzie nie śmierdzi w ogóle.
Na ścianie wywieszono listę dań. Są tam różnorakie pierogi, naleśniki z serem, łazanki, gołąbki w sosie grzybowym, kotlet mielony, potrawy jajczane, leczo, kasza gryczana itp. Poszczególnych cen nie będę cytował, wystarczy jeśli powiem, że za gołąbki (nadzienie ryżowo mięsne) z ziemniakami, szpinakiem i dużym kefirem (butelka) zapłaciłem 3,60 zł. Nie pamiętam, kiedy równie tanio jadłem.
A jedzenie naprawdę całkiem, całkiem. Gołąbki pieprzne i smaczne, szpinak do nich wręcz pyszny: z czosnkiem i nie zmielony na miazgę. Sprawiał wrażenie, jakby nie był mrożony, lecz świeży i posiekany na miejscu. Taki szpinak chciałoby się dostawać i w wykwintnych restauracjach.
Pierogi ruskie, których nieco skosztowałem, zaliczyłbym do średniej strefy stanów średnich. Ciasto dość miękkie i farszu sporo, lecz niezbyt doprawionego.
Kotlet mielony to zawsze potrawa nudna, a czasami wręcz trująca. Ten miejscowy zaskakuje in plus, bo choć smakuje tekturą - jak każdy mielony, to jest wyraźnie świeżutki, złociście usmażony i chrupiący.
Natomiast pochwalić nie można sztućców, jakimi zmuszeni są jeść klienci baru "Barcelona". Zrobiono je z aluminium, a jedzenie czymś takim urąga ludzkiej godności, nawet, jeśli ludzkość ma na obiad trzy dychy.
Gdy tam jadłem, tłum był w środku wielki. Kiedy studenci wrócą z wakacji, nie będzie się do "Barcelony" dało wsadzić szpilki. To najlepszy dowód, jak potrzebne są podobne miejsca: tanie, samoobsługowe, z prostym i smacznym jedzeniem, kefirem i kaszą gryczaną. A argumenty o niedochodowości takich barów wsadzić trzeba między bajki, "Barcelona" jest prywatna i na pewno nie prowadzi jej Caritas.

Niemcy mówią: masse macht die kasse. To bardzo mądre przysłowie.

Robert MAKŁOWICZ


Tyle Bobek Makłowicz. Ale nie tylko on pisał.
Historycznie i pięknie o " Barcelonie pisze znany " Krakauer " w mieście Andrzej Kozioł w swojej książce " Na Krakowskich Plantach.

Była to knajpka na rogu ulicy Straszewskiego i Manifestu Lipcowego, czyli dzisiejszej ulicy Piłsudskiego, a historycznie rzecz biorąc - Wolskiej. Położona w pobliżu Collegium Novum, serca Uniwersytetu, przyciągała studentów i pracowników naukowych - na wspomnianą sałatkę, na śledzia, na obiad. Zawsze panował tu gwar, zawsze można było spotkać znajomych.

Praktycznie rzecz biorąc, "Barcelona" - oficjalnie zwana barem "Uniwersyteckim" - była przedłużeniem Plant, ich wyodrębnioną częścią, w której można było wypić halbę piwa, a od czasu do czasu, po egzaminach, coś mocniejszego. Z radości lub rozpaczy... Także o "Barcelonie" nie zapomniał w swych wierszach Adam Ziemianin: Obudziłem się nagle w "Barcelonie"

Pan Jasio nerwowo
Roznosił piwo
Jak zwykle
Nie wydając reszty
Galaretka wieprzowa
Trzęsła się ze strachu
Gdy przy drugim stoliku
Usiadł donosiciel
Wojtek Bellon
Wciąż chciał
Wyjechać z "Barcelony"
W góry
Lecz coś go trzymało
Potem przyszedł
Andrzej z Musiałem i Jurkiem Gizellą
Uśmiechali się stypendialne
Wtedy jeszcze mieliśmy
Paszporty do młodości
Takie radosne

Tak. Taka była "Barcelona", było piwo, wieprzowe galaretki, kapusie i koledzy. Był pan Jasio, kelner - malutki, nerwowy, zabiegany. Tylko o pani Geni zapomniał poeta - wielkiej, zwalistej, pożywiającej się niespiesznie na oczach wygłodniałych, zniecierpliwionych klientów.

"Barcelona" przepadła. Znikła. Najpierw zamieniono ją w nędzny, bezalkoholowy bar, później w jakiś sklep, aby wreszcie obwie-ścić, że na miejscu małego narożnego domu stanie wielka kamienica. Sic transit gloria mundi... Szkoda, bo mała knajpka była fragmentem historii Krakowa, niegdyś należała do Lustgartena, ojca słynnego piłkarza Cracovii. "Pasioki" - jak nazywano Cracovię na Zwierzyńcu i w całym chyba Krakowie - chętnie widziały w swych szeregach Żydów, w przeciwieństwie do "aryjskiej" Wisły. Lustgarten - absolwent "Sobka", prawnik - był bramkarzem. Podobno jako pierwszy w Polsce stosował tak zwaną robinsonadę, czyli rzucanie się szczupakiem w kierunku piłki. Nic więc dziwnego, że Kraków śpiewał o nim tak:

A bramkarz Lustgarten
Ten skacze po bramie
Jak małpa po klatce
W podartej panamie

Po Lustgartenie ojcu narożną knajpkę przejął Goldstein, restauracja pozostała - zapewne do czasów wojny - w żydowskich rękach. Dlaczego więc nazywano ją "Barceloną"? To przecież następna mordownia, ta przy niegdysiejszej ulicy Manifestu Lipcowego, na skrzyżowaniu z Retoryka, przed wojną pozostająca w rękach chrześcijańskich, nieoficjalnie nosiła nazwę "U Żyda". Bóg jeden wie dlaczego...


I tak to żył ten budyneczek blisko 100 lat. Ostatnimi laty kiedy wypędzono " Barcelonę " popadał coraz bardziej w runę. Nawet miejscowe menele i skłotersi nie mieli do niej dostępu ( choć skłot byłby tu niczego sobie ). Od kilku lat mówiło się o budowie w tym miejscu jakiegoś apartamentowca. I pewnie postawią jakieś straszydło na miejsce naszej " Barcelony " Pytanie tylko co będzie bardziej straszyło Stara Buda czy nowy apartament.

Tak było jeszcze niedawno...



Barcelona  znika w oczach...