niedziela, 4 grudnia 2011

ZARA....

.... to nowa fantastyczna firma na naszym fotograficznym padole. Produkuje świetne torby fotograficzne na wszelaki sprzęt do robienia tzw. obrazowanie. Ma znakomity design, bardzo mocne uchwyty i rewelacyjny prosty sposób pakowania sprzętu  w/ g  schematu " Do wora " Mieści się wszystko !!! Wczoraj na stadionie Wisły przed meczem uroczyście zaprezentowano tzw. linię damską. Byłem tak zaskoczony fantastycznym wzornictwem że zdążyłem zanotować jedną klatkę, na dodatek bez głowy modelki. Inni nie zanotowali nic gdyż fotoreporterzy natychmiast rzucili się na właścicielkę wydzierając sobie torbę z rak. Sprzęt nie przeżył, modelka żyje !

Nowa torba fotograficzna firmy ZARA - wersja damska  04.12.2011 r.


Łzy wzruszenia....

.... zapewne zakręciły się w oczach sędziów meczu piłkarskiego Wisła _ Widzew.  Oto w 27 minucie zawodnik Wisły chciał wymusić karnego i padł był jak nie żywy na polu karnym Widzewa. Ale sędzia nakazuje grać dalej. Sektory po stronie pawilonu medialnego natychmiast ryknęły " PZPN PZPN... je itd. Ku naszemu zdumieniu sektor młyna śpiewu nie podjął. Natomiast zaczęliśmy słyszeć najpierw niepewne a potem coraz bardziej gromkie dziecięce głosy  " Sędzia kalosz  !! Sędzia Kalosz  !!! " Zarówno tych na sektorach jak i nas dziennikarzy zatkało a u sędziego zauważono wyciągniętą  chusteczkę do nosa którą wycierał zapłakane oczy. Wszyscy myśleli że to niemożliwe a jednak. Z okazji Mikołaja dzieciaki zajęły sektor młyna i z pomocą najzagorzalszych kiboli wiślackich dopingowali cały mecz. Chyba jedyny w historii tego klubu kiedy nie usłyszeliśmy świętych słów " Craxa dziwko derby blisko "" itp. Co zauważyłem to to że wszyscy poczuli się dziwnie. Od tylu lat słyszymy same obrzydliwości a tu nagle " Sędzia kalosz  !!! " Piękne  !!!

Dzieciaki na Wiśle  04.12.2011 r.







piątek, 2 grudnia 2011

Adam i...

... Anioł w intymnej rozmowie...






czwartek, 1 grudnia 2011

Rower....

... jest OK, chciało by się powiedzieć po tym jak go zobaczyłem na Rynku. A właściwie dwa takie same rowery. I dwie równie sympatyczne osóbki prosto z Anglii. Na prośbę zademonstrowali swój pojazd. A wiec Najpierw cały...


... no a potem już poszło... najpierw tylne koło...


... potem przednie koło...


... potem kierownica...



... następnie z przeproszeniem siedzenie...



... i juz mamy fantastyczny rower na nasze uliczki krakowskie...




... jeszcze tylko przedstawmy przesympatyczną parę Anglików którzy zademonstrowali nam typowy Londyński rower...


... i juz możemy za Lechem i Waglem śpiewać...



Rowerek na nasze czasy. Rynek Główny 01.12.2011 r.

Grzaniec....

.... Galicyjski był tylko tłem dla przesympatycznych dzieciaków z Przedszkola nr 95 z ul. Żywieckiej. Same od poczatku września pod kierunkiem znanej nam w Krakowie artystki Ani Malik robiły na warsztatach wielką szopkę. Oprócz niej,  same wykonały wszelkie postaci do szopki łącznie ze Świętą Rodzina, Aniołami, diabłami pastuszkami. . Dzisiaj to wszystko same ( no może trochę z pomocą dorosłych ) przytaszczyły to na Rynek. Piękna praca zespołowa. A że na Rynku tyle miejsca było już tylko przy beczce z Grzańcem Galicyjskim to oczywiście przypadek. Ale tło do zdjęć jak znalazł  !!

Pozdrawiam dzieciaki  !!!

Szopka dzieciaków z przedszkola nr 95 z ul. Żywieckiej  01.12.2011 r




69...

... konkurs szopek. Jak zwykle pod Pomnikiem Adama, jak zwykle barwne, jak zwykle wymagające dużo pracy. Ale według mnie ten konkurs chyba gorszy od poprzednich. Niby szopek dużo bo ponad 150 To rodzi nadzieję że z tej setki dzieciaków kiedyś może wyrosną szopkarze. Ale w tym roku tych prawdziwych pięknych szopek było no może z 10. Kompletny brak było tych szopek największych, tych robionych przez mistrzów. Niestety ci starzy powymierali, a młodsi albo jeszcze się uczą albo zaprzestali działalności. Dla mnie na pewno wartością dodaną jest liczba uczestników. Natomiast trochę zaskakuje fakt iż w tym roku bardzo dużo jakiś efemeryd w stylu szopka z grochu jaśka, szopka z płótna wykrochmalonego, szopka zrobiona szydełkiem lub zrobiona z makaronu albo innych materiałów powiedzmy drewniano-podobnych. Nie wiem czy to kwestia mody, kryzysu, braku staniolu czy umiejętności. Chyba niestety to ostatnie.

69 Konkurs Szopek Krakowskich 01.12.2011 r. 
















Sok z cytryny...

... musi wypić każdy Kawaler Orderu Uśmiechu. Wczoraj tej niezwykle miłej procedurze został poddany dyrektor Teatru Groteska Adolf Weltschek. Kapituła Orderu dała tym wyraz poparcia dla wniosku złożonego przez dzieci ze świetlicy środowiskowej TPD " Chatka Puchatka "  W czasie całej ceremonii dyrektor był niezwykle wzruszony i cały czas miałem wrażenie że był jakby zażenowany cała sytuacja dekorowania go. Aby ten Order miał odpowiedni smak Kawaler musi wypić sok z cytryny uprzednio wyciśnięty ze świeżych owoców oraz po tym akcie desperacji serdecznie sie usmiechnać. Ceremonię uzupełniło pasowanie różą na Kawalera Orderu Usmiechu.
Order Uśmiechu to chyba taki jedyne odznaczenie, order na świecie. Wymyślono go w redakcji " Kuriera Polskiego " a inspiracją był wywiad z Wandą  Chotomską na temat 5 lecia dobranocki " Jacek i Agatka "  W czasie tego wywiadu pisarka opowiedziała o chłopcu ze szpitala rehabilitacyjnego pod Warszawą który chciał ją odznaczyć jakimś orderem za tą dobranockę. No i ziarno u dziennikarzy zostało zasiane. Uznano to za świetny pomysł. Był rok 1968. Przez dziesięć lat Order funkcjonował w Polsce. W 1979 roku Kurt Waldheim ówczesny szef ONZ na Forum Zgromadzenia Narodowego nadał Orderowi rangę Międzynarodową.  Dzisiaj Order ma ponad 40 lat i kilkuset Kawalerów z całego świata. Mimo tych lat upadków rożnych systemów, kacyków politycznych i kryzysów trwa i pewnie będzie trwać dalej. Choć usilnie szukałem na liście kawalerów, nie znalazłem nazwisk które by były kontrowersyjne.

Adolf Weltschek  kawalerem Orderu Uśmiechu  30.11.2011 r.