niedziela, 4 kwietnia 2010

Pokropek kardynalski

Wszyscy wiemy że Wielkanoc to radosne święto. Jajka, Zmartwychwstanie i w ogóle. Jest jeszcze dyngus. Pewnie to niechrześcijańska tradycja, ale jakże wesoła ( dla niektórych, bo dla innych mokra ). Wczorajszy pokropek kardynalski na Rynku Głównym też przypominał coś z dyngusa. Jak wiadomo w Wielka Sobotę świecimy koszyczki. Co nam tam Bozia da, to wkładamy do koszyczka i święcimy. Czcigodni Krakowianie przychodzą na Rynek Główny bo tam święcenie główne.  Na Rynku jak zawsze święcą kardynałowie w sile dwóch. Ksiądz Kardynał Stanisław Dziwisz i Ksiądz Kardynał Franciszek Macharski. Tak tez było i w tym roku. Dostojnie i bardzo godnie. Najpierw powitanie krakowian....


      .... później zaproszonych gości, w tym przypadku Ojca Leona Knabita.


Oczywiście następnie przemówienia, powitania, modlitwa wreszcie błogosławieństwo. Tym razem udzielane przez duet kardynalski.....


                                   A tymczasem święcona woda czekała na rękę kardynalską......


             Rozpoczął kardynał Franciszek Macharski. Najpierw się zastanowił nad techniką.....


                    .... a następnie sruuu ze smecza na stół Wielkanocny.


Teraz za Krakowian wziął się kardynał Stanisław Dziwisz.  Bez zbędnej zwłoki podszedł do gara.....


 .. zamieszał ze trzy razy, głęboko, solidnie kardynalska ręką....


                               
               ...... no i z bekhendu tę święconą wodę aby dobrze skropić.....

                       
  ....jak za mało to popraweczka z dużo większa ilości wody święconej

                
            Krakowian było tego roku bardzo dużo,  a wiec jeszcze raz bekhend ...

  
            ... a teraz bardziej głębiej w stojące koszyczki dalej...


              .... a teraz większy oddech, jeszcze większy zamach i strugi święconej  poleciałyyyyy....


  ...aż ledwo można było zatrzymać kardynalską rękę w dalekim bekhendzie.


Jeśli komuś przyszło by do głowy, że kardynał umie tylko z bekhendu to był w błędzie. Smeczować również umie....


A tymczasem goście widząc pracowitego kardynała też wzięli się do roboty.  Wojewoda umiejętnie trenował rzut chlebkiem do narodu....


... niezgorszy w tym dziele był Ojciec Leon....


Widząc to wszystko kardynał Franciszek aż za głowę się chwycił...


.... znów się zastanowił...


... a następnie pogroził palcem kardynalskim wszystkim imprezowiczom na Rynku.


I tak zakończyła się ta fantastyczna impreza pod tytułem Świecenie pokarmów. Wszyscy byli zadowoleni. Kardynałowie bo dobrze i sumiennie wykonali swoje obowiązki, krakowianie bo wreszcie zobaczyli i poczuli  porządną święconą  wodę, goście bo mogli potrenować rzuty, no i ja bo miałem co sfotografować.
Mam nadzieje tylko ze nikt się nie obraził i moje foty weźmie z przymrużeniem oka, i nie będę się smażył w piekle lub siedział w " pudle
Mam nadzieję

2 komentarze:

  1. Świetne!! I ja się uśmiałam :)) Doprawdy uwielbiam Twoje relacje Marku!!

    OdpowiedzUsuń