piątek, 28 stycznia 2011

Pantofelki i sapogi

 Dziecięce Pantofelki  znalezione w magazynach obozowych i sapogi - holenderskie ciężkie drewniaki to motyw obchodów 66 rocznicy wyzwolenia byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego  K-L  Auswitz - Birkenau. Pantofelki stały pięknie podświetlone na specjalnym stendzie obok przemawiających prezydentów, oficjeli, więźniów.
Sapogi i buty w obozowym życiu to czasami traumatyczne przeżycia. Nie potrafię o tym pisać Nie mam prawa. Nie przezywałem tego. Najpiękniej opowiedział o tym August Kowalczyk w swojej wczorajszym wystąpieniu. Oto fragment
 
...Ale było i tak …!
Od piwnicznego sufitu, powoli, leniwie, po ścianie bloku 4 spływały krople wody. Łączyły się w cienkie strużki, które przyspieszały w miarę zbliżania do podłogi. Blok 4, pierwszy z nowo wybudowanych – blok mieszkalny – został oddany w grudniu. W piwnicy była jedna ze sztub. Moja. Ułożone pod ścianą, nowe, papierowe sienniki, wypełnione świeżą słomą, nasiąkały wilgocią.
Z Müllerem mieliśmy pod okienkiem w piwnicy nasze dwa metry betonowej podłogi, na której teraz układaliśmy wspólny siennik. Dźwigaliśmy go, jak worek ziemniaków. Był ciężki i mokry. Drewniane sapogi, holenderki zawinięte w spodnie, służyły za zagłówki. Koc mieliśmy jeden na dwóch. W półsiedzącej pozycji, oparci o ścianę, milczeliśmy tego niezwykłego wieczoru, bojąc się słów, jakie rozpaczliwie cisnęły się na usta. Była Wigilia 1941 roku.
Sztuba zasłana siennikami wypełniała się tęsknotą, rozpaczą tych, którzy wspominali tamte wolnościowe wieczory wigilijne. W pewnym momencie zaczepiłem wzrokiem więźnia z zielonym winklem. Przeszedł obok nas aż do końca sztuby, zawrócił i zatrzymał się przy naszym sienniku.
– Jak ci na imię? – zwrócił się do mnie po niemiecku.
– August.
– Lubisz placki kartoflane?
Mój wzrok na pewno wyrażał zdziwienie. Müller chyba parsknął śmiechem.
– Lubię – zabrzmiało zdecydowanie, ale jakby z nutką podejrzliwości.
Niemiec sięgnął pod płaszcz, wyjął spod pachy żołnierską, blaszaną menażkę.
– To dla Ciebie i Kolegi. Z bożonarodzeniowymi życzeniami.
– Nie widzę twoich butów – stwierdził ni stąd ni zowąd.
– Drewniaki mam pod głową.
– Za chwilę przyjdę po menażkę. Smacznego.
Ostatnim plackiem „przełamaliśmy” się z Müllerem, jak opłatkiem. On myślał o swoich w Radomiu, ja o swoich w Mielcu i Dębicy. Wrócił darczyńca. Zabrał menażkę, a na kocu położył parę skórzanych butów z cholewami.
– August, niech ci służą, niech te buty zaniosą cię całego i zdrowego do domu. I odszedł! Müller z niedowierzaniem patrzył za odchodzącym.
– Anioł z zielonym winklem – wyszeptał.
To było jedyne z nim spotkanie. Nigdy go nie widziałem ani przedtem, ani potem. A anioł był Niemcem, kryminalnym przestępcą (zielony winkiel), który pojawił się w wieczór wigilijny 1941 roku, poczęstował ziemniaczanymi plackami, obdarował skórzanymi butami i odszedł, pewnie do swojego „nieba”, bo chyba nosił je w sobie. A życzenie: „niech te buty zaniosą cię całego i zdrowego do domu” spełniło się tylko częściowo.


Dla tych którzy chcą znać dalsza opowieść można ja przeczytać w całości tutaj : http://pl.auschwitz.org.pl/m/index.php?option=com_content&task=view&id=1322&Itemid=10

K - L  Auschwitz - Birkenau  66 lat po.... 27.01.2011

Dziecięce pantofelki....


...uroczystości....










.... gdzie oni są...







... 66 lat po...








 

1 komentarz:

  1. Dzięki Maro. Twoim światełkiem był błysk lampy...

    OdpowiedzUsuń